Jest dziane. Ale jak to?

Jak się dzieje plecak?

Maszyna gotowa do użycia. Na pierwszy planie widać "sanie"

Chcielibyśmy opowiedzieć Wam trochę więcej o naszym Studiu. Większość z Was wie, że mamy to szczęście korzystania z pracowni w Art Inkubatorze w Łodzi. Wraz z innymi rezydentami mamy przywilej pracowania w pięknym miejscu pełnym niesamowitych, kreatywnych ludzi. Wiele osób, które spotykaliśmy na targach i różnych festiwalach dopytywało jednak z ciekawością jak dokładnie wygląda nasza praca? Jak wyglądają maszyny? Czy są duże? Czy pracują same? Jak wygląda proces powstawania wzorów? Ile zajmuje zrobienie jednej rzeczy? Za parę dni będziemy mieli przyjemność pokazać Wam kolekcję plecaków, nad którymi pracowaliśmy przez ostatni czas. To dobry moment żeby przybliżyć Wam pracę w Studiu i uchylić rąbka tajemnicy. Tak więc, po kolei….

Przędzę lnianą sprowadzamy z Litwy. Jest to jedna z najbardziej
wytrzymałych przędz.

Korzystamy z naturalnych przędz. W sezonie zimowym, kiedy dzialiśmy czapki i rękawiczki, była to wełna, której naturalne właściwości zapewniają komfort i ciepło. W sezonie letnim, postawiliśmy na plecaki, przed którymi stoją inne wymagania. Przede wszystkim muszą być wytrzymałe. Pomimo wspaniałych właściwości wełny merynosa, musieliśmy zacząć od szukania innego rodzaju przędzy.  Kusiła nas przędza roślina, w końcu
bawełna i len to nie tylko tkaniny, to również przędze idealne na cieplejsze dni. Są jeszcze inne włóczki, np. bambusowa, z konopi i z rafii (tak, ta ozdoba, która czasem jest przy kwiatach, może być też przędzą). My potrzebujemy dużej gamy kolorystycznej i przędzy, która będzie bardzo wytrzymała. Konopie i rafia odpadają. Do tego staramy się podejmować świadome decyzje przy doborze materiałów, dlatego rezygnujemy z bawełny, której uprawa wymaga bardzo dużej ilości wody. Wybieramy, więc len. Jest też o wiele bardziej wytrzymały od bawełny,  sprowadzamy go od naszych sąsiadów z Litwy. I zabieramy się za pierwsze próby….

Pracujemy na wzorami. Książka z gotowymi propozycjami,
wydruk z kolorami oraz próby przeniesienia pomysłu na wzór na papier. 

Wzory - stawiamy na geometrię. Kolekcja plecaków, to kontynuacja pomysłów z czarnobiałych czapek i rękawiczek. Ale w kolorze. Mamy więc, sporo geometrycznych wzorów, linie, okręgi. Ale znajdzie się też jedna pantera, chociaż my mówimy na ten wzorek chmurki. Jak powstają wzory? Najpierw szukamy inspiracji, a więc dużo oglądamy. Bardzo dużo. W internecie, galeriach, książkach. Trochę możecie podejrzeć na naszym Instagramie (instagram.com/jestdziane). Tam najczęściej dzielimy się naszymi inspiracjami. Potem rysujemy. A kilkadziesiąt szkiców później zaczynamy powoli przenosić pomysły na karty wzorów, które pomogą nam przy dzianiu. Możecie podejrzeć na zdjęciu wyżej, najpierw pierwsza próba na kartce z tabelką a potem dziurkujemy specjalnie perforowane karty przeznaczone do maszyn dziewiarskich. I już? Oj nie…. Nie zawsze wszystko wychodzi od razu. Czasem okazuje się, że coś źle wydziurkowaliśmy. Albo ze względu na właściwości przędzy, wzór nie wygląda tak jak byśmy chcieli. To co? Jeszcze raz, korekta. A czasem jeszcze jedna. I jeszcze jedna. Przyjrzyjcie się ile wersji wzoru z liniami widzicie. A wierzcie nam, to nie wszystkie próby, musimy jeszcze ustalić odpowiednie wymiary, ścisłość ściegu oraz “wykurcz”. Tak jak w przypadku robienia na drutach i każdego rękodzieła, opanowanie, w tym wypadku, maszyn dziewiarskich wymaga czasu, dużej dozy cierpliwości i praktyki.

Robimy tzw. e-wrap, czyli narzut zamknięty. Wymaga trochę wprawy ale od tego
 wszystko się zaczyna.

Kiedy już udało się ustalić odpowiedni wzór, przechodzimy do naszej ulubionej części, czyli dziania. Siadamy do maszyny. Do dziania plecaków niezbędna jest maszyna dziewiarska  z czytnikiem kart, ułatwi nam ona dzianie wzorów wysuwając odpowiednie igły. Ale najpierw sami wysuwamy odpowiednią ilość igieł i zaczynamy “narzucanie” przędzy. Maszyny z których korzystamy nie są zasilanie elektrycznie. Wszystko trzeba robić ręcznie, dlatego przyda nam się trochę wprawy. Zawijamy, zawijamy i jest. Ustawiamy maszynę, ustawiamy licznik i zaczynamy. Przerabiamy, mamy początek. Przesuwamy “wózkiem” kilka rzędów, tak aby otrzymać fragment gładkiej dzianiny, który po zawinięciu i zszyciu będzie tunelem przez który będą przechodziły sznurki. A teraz znów ustawiamy maszynę, sprawdzamy naciągi, włączamy kartę no i dodajemy drugi kolor, który będzie potrzebny do uzyskania wzoru. Przerabiamy.

No to jedziemy. Ruszamy saniami w jedną i drugą stronę, pilnując
czy igły wysunięte są w odpowiednim miejscu i czy przędza
dobrze się układa.

Najważniejsze, żeby nie spadły żadne oczka. Jeżeli spadną, łapiemy je specjalnymi narzędziami. Jeszcze obciążniki. Dzianina w trakcie robienia “schodzi” w dół, trzeba ją czymś przytrzymać żeby nie spadała z igieł. Koniec wzoru, więc zostawiamy w spokoju drugą nitkę, zostajemy z nitką w kolorze podstawowym i przerabiamy jeszcze kilka rzędów “na gładko”. A na koniec zamykamy. Wysuwamy igły, przekładamy, oczko na oczka, i zamykamy. Kolejne narzędzia przychodzą z pomocą ale i tak najważniejsza jest cierpliwość. No i sprawne ręce. I jedno i drugie trzeba ćwiczyć. Kiedy już zdejmiemy “robotę” z maszyny, wygląda dość dziwnie, wydaje się rozciągnięta. I co teraz? Dwie godziny za nami.  Teraz pranie, prasowanie, parowanie, wciąganie nitek. No i jeszcze szycie podszewek, wszywanie metek i na końcu zszywanie wszystkie razem. I sznurki, jeszcze sznurki! Ale to już inna historia….

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów