Jest dziane. Ale jak to?

Dziejemy i to w kolorze

O co nam chodzi? Przede wszystkim o pokazanie dzianiny w fajnej, kolorowej i nowoczesnej odsłonie. Jeżeli zima kojarzy Wam się z czymś zimnym i ciemnym, to chcielibyśmy podarować Wam trochę koloru i radości w tym szarym czasie. A jeżeli jesteście fanami zimy, no cóż, jeszcze więcej radości Wam nie zaszkodzi.

Właściwie wszystko się zaczęło kiedy szykowałam swój dyplom z projektowania ubioru w Krakowie. Tak to sobie wymyśliłam, że sama wydziergam wszystkie rzeczy, ba, sama stworzę przędze, z której te rzeczy powstaną. Oczywiście o robieniu na drutach nic wtedy nie wiedziałam... Jak już się dowiedziałam i nauczyłam, to oprócz obronionego dyplomu, spotkałam na swojej drodze sporo osób, które również chciały nauczyć się dziergać i były podekscytowane. Była też inna grupa osób, które kiedy usłyszały, że robię na drutach, to patrzyły na mnie co najmniej podejrzanie. Bo jak to, taka młoda dziewczyna, a ma już takie emeryckie zapędy? A to wcale tak nie jest. Druty to fantastyczna nauka pokory, cierpliwości i spokoju. Taka nowa joga, którą można wykonywać zarówno na kanapie, jak i na kocu w parku. Jest dla wszystkich. I jest to też kontynuacja tradycji rękodzielniczych, które były w większości domów. Przecież w okresie PRL większość z nas miała coś wydzierganego przez mamy, babcie, ciocie, a może nawet i wujka. Czy może być większy wyraz troski niż wykonanie dla kogoś własnoręcznie czapki albo swetra? Zależało mi na tym żeby podtrzymać ten wyjątkowy charakter dziergania i magii pracy własnych rąk. W pracy pomagają mi ręczne maszyny dziewiarskie. Nie są one napędzane elektryczne a wszystkie operacje wykonuje się na nich ręcznie, dlatego praca ta wymaga bardzo dużej wprawy.  Pracy tej jest zdecydowanie bliżej do rękodzieła niż do dużej produkcji przemysłowej. Ponieważ sami dziejemy, staramy się unikać powtórzeń. Samo dzianie zajmuje sporo czasu. Przykładowo wykonanie czapki (a w rzeczywistości to “czapki”, czyli tego, co wychodzi z maszyny, bo udziany fragment to dopiero początek) to około 3 godzin. Następnie wszystko trzeba jeszcze ręcznie wykończyć - zszyć całość, wszyć metkę, poucinać zbędne końcówki przędzy, itp. Dopiero po wszystkich tych zabiegach “czapka” staje się właściwą czapką, którą dumnie możemy nosić na głowie! Dziejemy w krótkich seriach, gdzie każda sztuka jest numerowana, a w przypadku czapek kolorowych w małe wzorki, są to unikaty. Nie powtarzamy połączeń kolorystycznych i wzorów, to znaczy, że kupując nasz produkt, kupujesz coś absolutnie niepowtarzalnego.

A co możemy jeszcze dodać o maszynach? Może ktoś z Was kojarzy te urządzenia z czasów PRL? Panie domu często takie posiadały i dzielnie działy na nich ubrania i akcesoria dla swoich rodzin. Są one również wciąż popularne w Europie i na świecie, szczególnie w Anglii, Hiszpanii i USA. Dla mnie praca na maszynie była rozwinięciem zainteresowania dzianiną i robieniem na drutach. Po prostu pracując zawodowo coraz trudniej było znaleźć czas na dzierganie na drutach, i wymyśliłam, że taka maszyna ułatwiłaby mi pracę. No i oczywiście, że na początku wcale tak nie było… Okazało się, że nauka obsługi maszyny trwała o wiele dłużej niż nauka robienia na drutach. Właściwie dopiero po roku poczułam się dość pewnie. A dopiero po trzech latach zdecydowałam się na założenie Studia. Ale było warto. Maszyny, pomimo tego, że wydają się skomplikowane i wycisnęły ze mnie dużo potu i łez, nerwów i brzydkich słów, dają jednak zupełnie inne możliwości niż robienie na drutach. Przede wszystkim pozwalają mi na prowadzenie własnej firmy i wciąż zajmowanie się rękodziełem. Pozwalają na dzianie tych wszystkich geometrycznych wzorów, które w połączeniu z kolorami, mają za zadanie odczarować te zapamiętane z dzieciństwa bure i drapiące swetry, które, jak tylko zaświecił pierwszy wiosenny promień słońca, były chowane szybko i głęboko w szafie.  

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów